Bieszczady 2005 - wyjazd letni.

Plan byl ambitny. 4 osoby.
Wyjazd 25 wieczorem z Łodzi
26 - 27 Sanok-Łobozew (poprzez czerwony szlak gor slonnych, Wankowa,
Myczkowce itp)
27-28 - balowanie nad Solina (to sie udalo :-) )
28-29 - do Lutowisk czesciowo niebieskim szlakiem od Telesnicy do Chrewtu
29-30 - Otryt do Mucznego (o kurcze)
30-1 balowanie w Mucznem i wycieczka do Worka Bieszczadzkiego
1-2 Z Mucznego do Ustrzyk i wycieczka na poloniny (z rowerami). Nocleg w
bac. Jaworzec
2-3 Z Jaworca do Cisnej i dalej czerwonym szlakiem do Komanczy
4 - z Komanczy do Sanoka czesciowo niebieskim szlakiem, powrot do Lodzi

26 czerwca Podczas podrozy koleja na stacji w Strozach robie super nagranie
na MD rozmowy z kierowniczka skladu i konduktorka (bedzie mp3).
Na poczatku morale na max, mapy, Maximy, szmery bajery rowery. Po sniadaniu
na rynku (Karczma - super)wjezdzamy na czerwony szlak w Sanoku, pogoda
mglista, troche pada. Od razu dostajemy w dupe, szlak pieszy raczej do
zjazdu niz podjazdu, koledzy z Sanoka maja tam hopki. Gubimy szlak,
zjezdzamy polami w Lisznej a pozniej do Sanoka skad dalej szosa poprzez
Zaluz, Lesko, Myczkowice docieramy do Soliny. Znajdujemy nocleg. Jest OK.
Kolega w Solinie wypija dwa wsciekle psy. Spalilem tylna tarcze w Avidzie az
dym poszedl (nie za dlugi zjazd z Soliny do Lobozewa, hamowalem samym tylem,
zrobil sie ABS, zatrzymalem sie przodem bez problemu) 65,92 km, 4.50h,
srednia 14,5 max 71,6.

27 czerwca Nastepny dzien pogoda doskonala, robimy zdjecia nad Solina,
kapiele, hardcorowa przeprawa brzegiem zalewu w gore do szosy przez gesty
las i krzewy. Wyszlismy 100m od szlabanu osrodka WZW Jawor. Zjezdzamy w dol,
chwila odpoczynku w osrodku i serpentyny w gore, zjazd do Lobozewa, co za
predkosc. 20km, srednia 12 :-) max 70,3 :-)))

 28 czerwca Nastepny dzien to wspaniale blotko na niebieskim szlaku pom
Telesnica a Chrewtem. Dalej szosa do Lutowisk. Nocujemy w osrodku BPN -
calkowicie pusto, dostaje klucze od: osrodka, schroniska i pokoju. W osrodku
sprzet TV, 300 kanalow z sat, wszystko dla nas :-) Chlopaki martwia sie o
klocki, moj Avid pracuje doskonale, starlem klocki na jeden klik pokretlem.
Poprzedni i ten dzien 52,2 km czas jazdy 4,33 srednia 12,66 max 70,3.

29 czerwca Z Lutowisk poprzez Otryt. Musielismy skrocic trase. Nie
pojechalismy przez Nasiczne tylko najkrotsza droga do Mucznego. Przed
smiercia kliniczna ratuje nas sklep w Sekowcu gdzie przez 5 min zjadam 2 kg
bananow czekolade, kawal kielbasy i popijam Reedsem. Maxim przydal sie.
Widzielismy wypaly, zrywke drewna radzieckim Zilem jak w "bazie ludzi
umarlych"... Po posilku w Sekowcu dostaje czadu, wyprzedzam wszystkich i
jade przez las od Stuposian do Mucznego aby zalatwic domek w Wilczej Jamie.
Jestem na miejscu o 2005, po godzinie przyjezdza reszta. 83,59km, czas jazdy
4.52, srednia 17,6; max 64,9. Niesamowite podjazdy i zjazdy po zniszczonym
pelnym grubego zwiru asfalcie, teraz wiem po co sa tarcze i 203 mm z przodu.
Odjezdzam wszystkim, nie tylko dzieki tarczom ale polaczeniu 48z z przodu i
11z z tylu. Bomber 2003 chodzi pieknie. Dwaj "sztywniacy" walcza na zjazdach
z kamieniami, nazekaja na nadgarstki. Ja plyne.

30 czerwca nastepny etap to wycieczka do worka bieszczadzkiego. Troche
pieszo. 38km czas 2.10, srednia 17,9; max 66,5. Widac ze turystow prawie nie
ma, niedzwiedzi nie bylo, przyroda zwyciezy wszystko zrzerajac kombinaty
iglopolu, drogi i pozostalosci domow. Zostawiamy rowery w schronie pod
Negrylowym i idziemy az do konca szlaku. Niesamowity zjazd konczacy sie
przed Mucznem w miejscu gdzie jest mostek i ostry zakret. Jezdzilismy tez
kladkami nad torfowiskami za Tarnawa.

1 lipca Nast etap to ostatni etap. Czuje sie troche slabo, jedziemy do
Ustrzyk i udaje sie nam wejsc na szlak na Polonine Carynska - wpuszczono
nas. Podejscie w lesie, stromo, bija z nas siodme poty. Mijamy granice lasu
i harcerki, idziemy prowadzac to niosac rowery, jest bardzo stromo,
kamienie, chwilami krotko jedziemy, robie zdjecia, wypijam prawie cala wode.
Na szczycie chyba jestem najslabszy z nas czterech. Jest troche turystow,
czujemy sie jak herosi :-) Nikt nas nie ochrzania. Zejscie bardzo trudne,
rower ciagnie w dol, w polowie zejscia nieostroznie stawiam lewa stope i
skrecam lewa kostke. Dzwiek jakby owinac galezie w szmate i je zlamac.
Zchodze wolniej, w lesie przy mostach dochodze kolege ktory szedl szybciej,
reszta tez dochodzi. Po zdjeciu buta kostka opuchnieta jak dorodna cytryna.
Zchodzimy na asfalt w Brzegach. Zaczyna byc zle. Jedziemy w strone Wetliny
serpentynami, moge pedalowac ale przy wypinaniu buta z Time troche boli. Na
zjezdzie po serpentynach doslownie po kilkudziesieciu metrach przy predkosci
50km/h dostaje objawow wstrzasu pourazowego i wyczerpania. Jeszcze chwila na
drodze i dreszcze zrzucily by mnie z roweru. Zakladam kurtke, chwile
odpoczywam i jade w dol z predk. 15-20 km/h hamujac pulsacyjnie raz tylem
raz przodem. W Wetlinie nocujemy, nie jestem w stanie zjesc obiadu,
dreszcze, totalna slabosc, nudnosci, sen.
Dystans jazdy/marszu/wspinaczki36,4czas 3.32, srednia 12,5; max 65,7

2 lipca decydujemy ze wracamy, chlopaki ok 8 rano jada do Sanoka,
przejechali prawie 80km, ja wsiadam z rowerem w autobus do Sanoka. Spotykamy
sie w Zagorzu. Wysiadam w Sanoku i czekam na reszte. Okazalo sie ze jeden z
nas tez pojechal autobusem, w Cisnej mial kryzys i byl rowno ze mna na
dworcu kolejowym. Czuje sie lepiej.
Wracamy pociagiem, jestesmy rano o 0415 3 lipca w lodzi.

Zrobilem ok 280km.


Bieszczady - wyjazd wrześniowy.

Latem nie udalo sie zrealizowac planow  - skrecona, z naderwanymi wiezadlami
kostka wymusza skrocenie trasy. Tym razem jadac sam bez wyglupow w stylu
"drapanie sie na poloniny z 14 kilogramowym klunkrem" dokanczam plan.
Autobusem z Lodzi do Sanoka szybko i wygodnie i tanio - o 7 rano jestem na
miejscu. Piekny orzezwiajacy poranek z jesiennym sloncem. Niebieskim
szlakiem z Sanoka do Niebieszczan a pozniej szosa do Wysoczan i dalej na
Komancze. Ruch prawie zerowy (sobota). W Szczawnem skrecam na czarny szlak
plytami betonowymi w strone Rzepedki. Przepiekne widoki, wspaniala pogoda.
Dalej szlak prowadzi przez las, zaczyna sie urywac. Na pasmie kamien widac,
ze znaki czarnego sa zrywane z drzew - znaczy dalej szlaku nie ma. Szukam
czerwonego i jade roche nie w ta strone bo na Tokarnie. Upal, konczy sie
woda. Na podejsciu odkrytym polem (Przybyszow) ratuja mnie dojzale gruszki
(pierdziolki) dzieki ktorym dojezdzam na szczyt i szybko zjezdzam do Woli
Piotrowej. Jest sklep, mineralka. Robie izotoniki i jade juz szosa do
Komanczy. W Komanczy fantastycznie zaopatrzony sklep, mila kwatera, syn
gospodarzy tez rowerzysta wiec jest z kim pogadac. 78km.

Nastepny dzien to slynny czewony szlak z Komanczy do Cisnej. Zamiast jechac
droga (fragment czarnego szlaku) laduje sie od razu na czerwony i brne do
Preluk poprzez bloto, zwalone galezie i pniaki - prawie pieszo i miejscami
bardzo stromo. Z Preluk do Duszatynia sliczna droga. Srecam jak szlak kaze w
Duszatyniu na jeziorka. Poczatkowo droga sucha i rowna. Pozniej troche jakby
zawilgocona. Dalej koleiny. Jeszcze dalej w koleinach zaczyna pojawiac sie
swiezy cement. Jesczcze dalej cement zostaje wyplukany przez strumyk. I
ciagle w gore. Ale da sie jechac, Conti 2,3 cala trzyma fantastycznie, az
sie wiezyc nie chce. Szlak skreca, troche strumieni, sporo blota i troche
chodzenia. W strumieniach doskonala woda, lekko nasycona CO2 polecam. Do
samych jeziorek troche chodenia troche jazdy. Jeziorka, chwile odpoczynku i
rozmowy z napotkanymi 2 rowerzystami i 2 rowerzystkami (pozdrawiam cala
czworke). Strasze ich blotem przed Duszatynem, zreszta widza jak wygladam i
jak rower wyglada. A cali czysciutcy sa :-) Podejscie na Chryszczata. Na
szczycie spotykam 3 rowerzystow na free - downhilowym sprzecie i 2 panow z
wykrywaczami metalu (pozdrawiam wszystkich). Chwile rozmawiamy, ktos nazywa
moj rower trekingowym :-) Zazdroszcze im troche tego zjazdu z Chryszczatej.
Od Chryszczatej do Zebraka fantastyczna sciezka. Duzo w dol i troche pod
gore, glupi chainsuck kaze dosmarowac lancuch. Wspanialy odcinek !!!
Zjezdzam raczej powoli, mowie sobie "nie ma co szalec, jade sam" Z przeleczy
Zebrak dalej na Jaworne. Najpierw troche jazdy pozniej podchodzenia, nie ma
co szalec. Przed podejsciem na Jaworne - jakies 30m ode mnie pzy szlaku
zauwaam zubra. Olbrzym. Zatrzymuje sie. Zubr cos wyczuwa i po chwili daje
nura w las z lomotem kilkusetkilogramowego cielska. Niesamowite wrazenie...
Strome podejscie pod Jaworne a pozniej przestaje liczyc kolejne gorki i
dolki (Wolosan, Sasow...). W dol roznie - raz szybciej raz b wolno gdy
stromo, czasami nawet pieszo (coz srodek ciezkosci wysoko). Chwilami
dziekuje Bogu za las gdyz na otwartej przestrzeni zar od slonca
niemilosierny. Raczej schodze niz zjezdzam z Osiny i slysze samochody.
Pozniej Hon i slynne zejscie/podejscie wyciagiem i juz jestem w Cisnej.
Tylko 34km :-)

Nastepny dzien to przejazd do Polanczyka poprzez Otryt. Jade z Cisnej do
Dolzycy szosa i skrecam na Buk. Dalej za Bukiem na rozwidleniu drog skrecam
droga wzdluz potoku Wetlina. Jadac dale dojechal bym do Kalnicy. Skrecam
wczesniej na przelecz Szczycisko. Sam podjazd na przelecz nie jest zbyt
ciezki. Wczesniej jadac wzdluz Wetliny podjezdzam pod koszmarnie dlugi i
stromy podjazd w pelnym sloncu. Masakra :-) Na zjezdzie bidon 0,5 litra
wyskakuje z koszyka i rozbija sie na zwirze. Zjezdzam ze Szczyciska do Sanu
i jade na wschod by skrecic na Hulskie. Fragment Szczycisko-Hulskie mam
opanowany, co prawda od drugiej strony ale wiem co moze mnie spotkac. I
spotyka. 30 tonowe Volvo z drewnem ze zrywki sapie i slizga sie na zwirze.
Schodze i daje nura w zarosla. Z pewnym przerazeniem patrze na nylonowe
pasy, ktorymi bale drewna spiete sa na naczepie... Ze takie cos im nie peka.
Przed podjazdem na Hulskie odpoczywam. Na Hulskiem tez.otryt jest wpanialy.
Zjezdzam do szosy Wanka Dzialem. Nie wiem ile czasu zajmuje mi zjazd. Moze
10min. Rewelacja. Juz niedaleko szosy zza zakretu wyskakuje prujacy pod gore
polonez. Mechaniczny Avid nie zawodzi, slychac tylko jak opony dra gruby
zwir i wymijamy sie. Dalej szosa do Polanczyka, dlugie podjazdy, ladne
widoki. W Polanczyku kwatrea i zimna woda (!), drogo ale jedzenie dobre.
66km

Ostatni kawalek to w zasadzie sama szosa z Polanczyka do Sanoka poprzez
Soline, zz Soliny wracam sie i dalej przez Myczkow Berezke, Srednia Wies,
Hoczew Lesko. W Lesku Skrecam na Tarnawe zniszczonym asfaltem. Dlugi i
stromy podjazd, szukam zielonego szlaku aby dojechac nim do Zagorza ale nic
nie znajduje. Za lasem skrecam w pole zgodnie ze znakiem szlaku rowerowego
na Makowke. Sliczne widoki, zal wyjezdzac. Powoli zjezdzam do Tarnawy. Przed
Zagorzem skrecam na Skowronowke i przez Poraz jade do Niebieszczan. Tam
podjezdzam po kamieniach do miejsca gdzie latwo znalesc niebieski szlak i
zjezdzam do Sanoka zamykajac czterodniowa petle. 72km tego dnia. Jedne z
najladniejszych dni jakie spedzilem na rowerze w tym roku.

250km, 18h20min srednia ok 14km/h

Rowerek to 21,5" rama Kinesis Alu, hamulce Avid mechaniczny 160tyl 203przod,
bomber mx comp coil 2003, naped korba xt 93rok (28,38,48) kaseta xtr 12/32,
przezutka tyl xt 98, przod lx 04, obrecze vuelta excalibur disc, piasta tyl
dt cerit, przod produkcja dla cannondale, opony conti survival pro 2,3 ,
time alium, gripy sram attack i takie tam. Po prostu czysty treking :-)
Mialem ze soba troche koncentrati napoju w proszku jakiejs czeskiej firmy,
wyglada jak nawoz dla roslin ale dziala :-), isostar w tabletkach - pare
sztu i na czarna godzine zele 2 maximy i 2 enduro. Zuzylem polowe.
jedna z wazniejszych rzeczy ktora ogranicza zasieg wycieczek czy dlugosc
etapow to dostepnosc do wody a z tym jest czesto nie ciekawie.